Byłam na kursie ho'oponopono 27 marca 2011 r. i nie żałuję. Książka,Joe Vitale tylko wspomina o procesie oczyszczania, dokładne dane zgodnie z oryginalną metodą i skuteczną można otrzymać jedynie na kursie. Fakt, że stosując 4 wersy polecane przez Joe V.- poprawiam sobie jedynie samopoczucie - stosując metodę ho,oponopono pełną wersją i widzę realne zmiany, na razie poprawia mi się min. zdrowie, oczyszczam się i to czuję, napiszę o konkretach po dłuższym okresie praktykowania.
Witam Serdecznie! Ja tez czytałem tylko książke,Joe Vitale,ale bardzo sie zainteresowałem hop.Chcę sie wybrać na kurs w marcu do warszawy.Paweł.xavierowp.pl
Witam, Czy warsztaty pomagają w zdecydowanej poprawie finansów? Wiem, że rozwój duchowy i polepszenie siebie jest ważne. Na tym również mi zależy i nie mam wątpliwości że warsztaty pomagają w pracy nad sobą. Ale co z pieniędzmi?
Witam serdecznie Wszystkich procesowiczów Ho'p. Nie byłam na kursie, a właśnie skończyłam czytać książkę Zero ograniczeń. Tam proces wyjaśniony jest jako modlitwa i powtarzanie 4 zwrotów by uzdrowić problem. Co więcej wnosi kurs do metody? Pozdrawiam serdecznie
Jestem po kursie, który odbył się na początku listopada tego roku w Krakowie. Ja pomijam fakt, że ten kurs przyszedł do mnie w magiczny sposób, natomiast ja przez cały czas trwania tego kursu te magię czułam... i wciąż ją odczuwam... to naprawdę niesamowite uczucie. Przede wszystkim męczyłam się z pokrzywką i trochę się obawiałam, że to będzie mi przeszkadało w skupieniu się na kursie, okazało się że bez potrzeby, bo w sobotę pokrzywka zaczęła ustępować, pod wpływem emocji pod wieczór jeszcze ją czułam a w niedzielę ustąpiła całkowicie. Nie robię arkusza codziennie, bo często wieczorem padam ze zmęczenia, ale sobota, niedziela i poniedziałek to są dni Ho'oponopono I co u mnie dzieje się po kursie? Od tamtego weekendu czuję radość, taką na pozór niewytłumaczalną, buzia mi się cieszy, odzyskałam tę swoją dawną radość, brakowało mi jej. I tu myślę, że to wynik wejścia w głębsze kontakty z wewnętrznym dzieckiem, uwielbiam te nasze rozmowy i uwielbiam Malucha ubierać w dresik Natomiast zdarzyło się, że mała mi podpowiadała pewną rzecz, żebym coś zrobiła i zbagatelizowałam to... i mam nauczkę Gdybym posłuchała uniknęłabym czegoś co do najprzyjemniejszych nie należało Nie było to nic poważnego, Ona mi tylko delikatnie pokazała jak to jest jak się wejdzie z Nią w kontakt a potem oleje się Jej rady Wyprzepraszałam Ją i obiecałam, że już będę grzecznie słuchać Jej rad Poprosiłam też tę swoją Dziecinę o coś, objaśniłam dlaczego mi to potrzebne i zostawiłam w spokoju sprawę Pod wieczór okazało się, że jest tak jak chciałam Cudowne są takie olśnienia. Była też chwila kryzysowa... dołek i niefajne uczucia... i przypomniałam sobie, że pewien swój problem umieściłam kilka dni wcześniej w arkuszu a ta niefajna sytuacja to oczyszczanie i odpowiedź dla mnie. Jak tylko to sobie uświadomiłam sytuacja po prostu okazała się banalna z bardzo optymistycznym zakończeniem. Radość wróciła Wiecie, tak jak z dzieckiem, płacze i nagle gęba uśmiechnięta Bardzo mi się przydała Kolumna Boskiego Pokoju i zdążyłam już wykorzystać Misę Indygo Mam takie poczucie, że cokolwiek by się nie działo ja mam narzędzia i mogę się nimi posłużyć żeby się zmieniać, zmieniać swoje życie, iść do przodu bęz lęku. Mam oczywiście mnóstwo pytań, ale widzę jak przychodzą odpowiedzi i cieszy mnie, że potrafię je odczytywać.
Dziękuję Ani, bo przyznam szczerze dzięki Niej rozjaśniło mi się kilka kwestii, których jakoś wcześniej nie mogłam rozgryźć i Joasi
Ukonczylam kurs Ho`oponopono prowadzony przez Pania w Warszawie prawie trzy lata temu. Przez pierwsze dni i tygodnie po kursie robilam proces. Malo regularnie, ale staralam sie. Prosilam o oczyszczenie pewnych rodzinnych problemow, i zaczelo sie dziac duzo w moim zyciu. Niestety. Zaczelo sie dziac "nie po mojej mysli". Bo przedstawiajac problem mialam w glowie konkretne rozwiazanie, jakiego sobie zyczylam. Moje rozwiazanie. A co otrzymalam? Otrzymalam rozwiazanie, ktore przewrocilo caly moj swiat. Odeszlam od procesu. Obrazilam sie na wszystko i wszystkich, bo co? Ja tu sie oczyszczam i prosze, a sprawy zamiast nabierac lepszego wygladu, jezcze bardziej sie komplikuja... Czlowiek jest istota Boska, ale jakze czesto pozwala rzadzic soba przez ego!!! Teraz, po dwoch latach Ho`oponopono "przyszlo" do mnie ponownie. Juz nie jako cos, co trzeba zrobic i starac sie o tym pamietac, ale jako cos, za czym sie teskni :-)) Przez te dwa lata "rozlaki" z Ho`oponopono zdalam sobie sprawe, ze to, co odebralam jako katastrofe, bylo tak glebokim procesem oczyszczenia moich glupich decyzji zyciowych, ze dopiero teraz widac, jak bardzo pozytywna byla ta zmiana! Teraz, kiedy znow robie proces i prosze o oczyszczenie moich problemow, juz nie oczekuje, ze sytuacja wyprostuje sie wedlug mojego scenariusza. Mam juz nauczke :-). Nauczylam sie, ze trzeba zaufac tej Madrosci, ktora odpowiada na nasza prosbe. Teraz wiem, ze jak mamy wrzod, to czasem musi zabolec przy wycinaniu go. Ale potem zdrowiejemy, prawda? Pani Anno, napisalam do Pani ten list, bo poczulam wdziecznoc za to, ze dala mi Pani do reki potezne narzedzie do zmiany siebie, swojego zycia i swoich bliskich. Dziekuje Pani, ze dzieki Ho`oponopono umiem byc wdzieczna. I choc wciaz moja sytuacja wymaga wiele pracy, to widze, ze wszystko idzie w dobrym kierunku. A moje ego jest "na smyczy i w kagancu" :-)))
Minęły dwa tygodnie od kursu i zaczyna być coraz lepiej. W pracy jak zwykle gonitwa, ale jak dotąd udaje mi się codziennie (często nocą) zrobic proces. Jestem duzo spokojniejsza, tak jakby ktoś nade mna czuwał. Co rano ubieram Majkę (moje Unihipili), w ankiecie umieszczam wszystkie sprawy bieżące i jestem spokojna mimo mego bardzo zajętego życia. W zeszly czwartek się rozchorowałam ; gorączka, ból głowy, katar miałam juz dzień wcześniej. Rano byłam w pracy, popołudnie spędziłam w łóżku. Z trudem (ciężko jest robic oddech HA z zatkanym nosem), ale zrobiłam proces na moją chorobę. W piątek rano wstałam bez kataru, jeszcze z lekkim zmęczeniem, ale w sobote nie było śladu po przeziębieniu. Jestem w pełnej formie i doskonałym zdrowiu. Ciesze się, że pozwoliła mi pani poznać proces ho'oponopono. Jest to wspaniałe narzędzie, którego szukałam od dawna.
Ukończyłam w tamtym tygodniu kurs ho'oponopono w Warszawie. Jestem pod wrażeniem efektów. Minął dopiero tydzień, a jeszcze nigdy nie otrzymałam tylu odpowiedzi w tak krótkim odcinku czasu. Szczerze powiedziawszy to na kursie miałam mieszane odczucia. Czytaliśmy te modlitwy i wszystko wydawało mi się jakieś niezrozumiałe, lecz w głebi serca nie mogłam się doczekać kiedy pojadę do domu i sama spróbuje. Wszystko się zaczęło od tego, że zaczęłam pracować z dzieckiem (Unihiili). W sumie prace z nią zaczęłam o wiele szybciej, pracując na bazie innej metody dlatego było mi trochę łatwiej. W tym samym czasie odbywałam praktyki w domu dziecka i bardzo dziwnie zaczęłam się tam czuć. Niewyjaśnione wybuchy złości. Wracałam do domu jak kłębek nerwów bez wyraźnej przyczyny. Pomyślałam, że spytam się dziecka (Unihipili) w czym jest problem, że spotkałam te dzieci na swojej drodze. Pojawił mi się obraz wcielenia, gdzie razem z nimi wytworzyłam dług karmiczny. Prowadziłam kiedyś sierociniec i opiekowałam się tymi dziećmi, lecz nie traktowałam ich zbyt dobrze. Ponowny kontakt w tym wcieleniu uruchomił lawinę odczuć. Natychmiast wpisałam wizje do ankiety, na drugi dzień praktyki wszystkie negatywne odczucia zniknęły jakby mi kamień z serca spadł. Nie spodziewałam się, że tak szybko będzie widoczny jakiś efekt. Gdy mam jakiś problem lub czegoś nie potrafię wyjaśnić pytam się dziecka (Unihipili). Niesamowite ile już zrozumiałam i wyciągnęłam lekcji. Jeszcze żadna metoda nie dała mi tak zadowalających efektów, na dodatek tak skutecznych. Zrozumiałam między innymi dlaczego mam problem z mężczyznami i nigdy nie potrafiłam się zakochać. Kiedyś zostałam zgwałcona i przyżekłam sobie, że nigdy nie wyjdę za mąż. Wręcz znienawidziłam cały ród płci przeciwnej co obróciło się na moją niekorzyść, bo w tym wcieleniu wyniknęły z tego same problemy. Oczyszczałam już te relacje. Wyjaśniłam także kłótnie z koleżanką, która tak się o mnie martwiła, że aż się pokłóciliśmy bo czułam się ograniczona. Jak potem się okazało byliśmy kiedyś rodzeństwem i doszło do wypadku. Miała się mną opiekować, a przez przypadek zginęłam na jej oczach. Do dzisiaj nieświadomie nosiła lęk w sobie o mnie i o moje bezpieczeństwo. Dużo zaczęło się dziać po kursie. Za kazdym razem gdy odmawiam modlitwy, odczuwam ulgę, choć nie wiem co się dokonało. Pozostało mi obserwować zauważalne zmiany, które się pojawiają. Bardzo się cieszę, że udało mi się ukończyć ten kurs.
W zeszłym roku (2009) byłam na spotkaniu w Warszawie, na którym przekazywałaś nam proces Hooponopono.
Pisałam już o swoich pierwszych sukcesach, a teraz osiągnęłam kolejny i bardzo dla mnie ważny!
Otóż moja córeczka urodziła się z zatkanym kanalikiem nosowo- łzowym w oczku, oczko ropiało, powieka była non stop zaczerwieniona cały czas wisiała w nim łezka,lekarz kwalifikował oczko do zabiegu przekłuwania kanaliku, ale ja miałam nadzieję uniknąć tego. Masowaliśmy ten kanalik, przykładaliśmy zioła, herbatę i czekaliśmy aż mała urośnie a wraz z nią ten kanalik urośnie i odetka się. Jednak tak się nie stało. Po roku i 3 miesiącach wzięłam się porządnie za Hooponopono, i przez 2 tygodnie dzień w dzień oczyszczałam w procesie moją odpowiedzialnoś ć za ten stan, a także nasze powiązania rodzinne między babciami, dziadkami, rodzeństwem, wszystkimi, którzy mieli z córeczką kontakt i mogli spowodować kiedyś jakąś sytuację, która sprawiła, że oczko mojej córeczki płakało (tak to sobie wymyśliłam i to mi bardzo pomogło . W międzyczasie znalazłam dobrego lekarza, z którym planowałam skonsultować stan oczka córki. Dostałam numer telefonu i próbowałam się dodzwonić do niego przez kilka dni, ale nikt nie odbierał. Tymczasem robiłam codziennie Hooponopono. Ku mojemu największemu zdumieniu oczko zaczęło się goić i z dnia na dzień stan się polepszał. Po 2 tygodniach nie ma nawet śladu 15-sto miesięcznej męczarni z ropiejącym i łzawiącym i zaczerwienionym oczkiem. To naprawdę działa. Muszę się przyznać, że podchodziłam do procesu dosyć sceptycznie ale widzę, że trzeba zaufać Boskiemu porządkowi. I że czasami nie wystarczy 1 lub dwa podejścia, ale z wiarą trzeba kontynuować proces, a cuda się dzieją. A do lekarza też nie dodzwoniłam się zapewne przez przypadek, tylko miał mi pomóc Inny Lekarz, a Wszechświat sprzyjał temu aby tak się stało!
Dziękuję Ci Anno, że przekazałaś mi tę cudowną "czarodziejską różdżkę".
Pozdrawiam Cie serdecznie i ciepło w ten chłodny wrześniowy wieczór.
Komentarze
xaviero
Ja tez czytałem tylko książke,Joe Vitale,ale bardzo sie zainteresowałem hop.Chcę sie wybrać na kurs w marcu do warszawy.Paweł.xaviero
Czy warsztaty pomagają w zdecydowanej poprawie finansów?
Wiem, że rozwój duchowy i polepszenie siebie jest ważne. Na tym również mi zależy i nie mam wątpliwości że warsztaty pomagają w pracy nad sobą.
Ale co z pieniędzmi?
Pozdrawiam serdecznie
Ja pomijam fakt, że ten kurs przyszedł do mnie w magiczny sposób, natomiast ja przez cały czas trwania tego kursu te magię czułam... i wciąż ją odczuwam... to naprawdę niesamowite uczucie.
Przede wszystkim męczyłam się z pokrzywką i trochę się obawiałam, że to będzie mi przeszkadało w skupieniu się na kursie, okazało się że bez potrzeby, bo w sobotę pokrzywka zaczęła ustępować, pod wpływem emocji pod wieczór jeszcze ją czułam a w niedzielę ustąpiła całkowicie.
Nie robię arkusza codziennie, bo często wieczorem padam ze zmęczenia, ale sobota, niedziela i poniedziałek to są dni Ho'oponopono
I co u mnie dzieje się po kursie? Od tamtego weekendu czuję radość, taką na pozór niewytłumaczaln ą, buzia mi się cieszy, odzyskałam tę swoją dawną radość, brakowało mi jej. I tu myślę, że to wynik wejścia w głębsze kontakty z wewnętrznym dzieckiem, uwielbiam te nasze rozmowy
Była też chwila kryzysowa... dołek i niefajne uczucia... i przypomniałam sobie, że pewien swój problem umieściłam kilka dni wcześniej w arkuszu a ta niefajna sytuacja to oczyszczanie i odpowiedź dla mnie. Jak tylko to sobie uświadomiłam sytuacja po prostu okazała się banalna z bardzo optymistycznym zakończeniem. Radość wróciła
Bardzo mi się przydała Kolumna Boskiego Pokoju i zdążyłam już wykorzystać Misę Indygo
Mam takie poczucie, że cokolwiek by się nie działo ja mam narzędzia i mogę się nimi posłużyć żeby się zmieniać, zmieniać swoje życie, iść do przodu bęz lęku. Mam oczywiście mnóstwo pytań, ale widzę jak przychodzą odpowiedzi i cieszy mnie, że potrafię je odczytywać.
Dziękuję Ani, bo przyznam szczerze dzięki Niej rozjaśniło mi się kilka kwestii, których jakoś wcześniej nie mogłam rozgryźć
Przez pierwsze dni i tygodnie po kursie robilam proces. Malo regularnie, ale staralam sie. Prosilam o oczyszczenie pewnych rodzinnych problemow, i zaczelo sie dziac duzo w moim zyciu. Niestety. Zaczelo sie dziac "nie po mojej mysli". Bo przedstawiajac problem mialam w glowie konkretne rozwiazanie, jakiego sobie zyczylam. Moje rozwiazanie. A co otrzymalam? Otrzymalam rozwiazanie, ktore przewrocilo caly moj swiat.
Odeszlam od procesu. Obrazilam sie na wszystko i wszystkich, bo co? Ja tu sie oczyszczam i prosze, a sprawy zamiast nabierac lepszego wygladu, jezcze bardziej sie komplikuja...
Czlowiek jest istota Boska, ale jakze czesto pozwala rzadzic soba przez ego!!!
Teraz, po dwoch latach Ho`oponopono "przyszlo" do mnie ponownie. Juz nie jako cos, co trzeba zrobic i starac sie o tym pamietac, ale jako cos, za czym sie teskni :-))
Przez te dwa lata "rozlaki" z Ho`oponopono zdalam sobie sprawe, ze to, co odebralam jako katastrofe, bylo tak glebokim procesem oczyszczenia moich glupich decyzji zyciowych, ze dopiero teraz widac, jak bardzo pozytywna byla ta zmiana!
Teraz, kiedy znow robie proces i prosze o oczyszczenie moich problemow, juz nie oczekuje, ze sytuacja wyprostuje sie wedlug mojego scenariusza. Mam juz nauczke :-).
Nauczylam sie, ze trzeba zaufac tej Madrosci, ktora odpowiada na nasza prosbe.
Teraz wiem, ze jak mamy wrzod, to czasem musi zabolec przy wycinaniu go. Ale potem zdrowiejemy, prawda?
Pani Anno,
napisalam do Pani ten list, bo poczulam wdziecznoc za to, ze dala mi Pani do reki potezne narzedzie do zmiany siebie, swojego zycia i swoich bliskich.
Dziekuje Pani, ze dzieki Ho`oponopono umiem byc wdzieczna.
I choc wciaz moja sytuacja wymaga wiele pracy, to widze, ze wszystko idzie w dobrym kierunku. A moje ego jest "na smyczy i w kagancu" :-)))
Co rano ubieram Majkę (moje Unihipili), w ankiecie umieszczam wszystkie sprawy
bieżące i jestem spokojna mimo mego bardzo zajętego życia.
W zeszly czwartek się rozchorowałam ; gorączka, ból głowy,
katar miałam juz dzień wcześniej. Rano byłam w pracy, popołudnie spędziłam w
łóżku. Z trudem (ciężko jest robic oddech HA z zatkanym nosem), ale zrobiłam
proces na moją chorobę. W piątek rano wstałam bez kataru, jeszcze z lekkim
zmęczeniem, ale w sobote nie było śladu po przeziębieniu. Jestem w pełnej formie
i doskonałym zdrowiu.
Ciesze się, że pozwoliła mi pani poznać proces ho'oponopono. Jest to wspaniałe
narzędzie, którego szukałam od dawna.
W zeszłym roku (2009) byłam na spotkaniu w Warszawie, na którym przekazywałaś nam proces Hooponopono.
Pisałam już o swoich pierwszych sukcesach, a teraz osiągnęłam kolejny i bardzo dla mnie ważny!
Otóż moja córeczka urodziła się z zatkanym kanalikiem nosowo- łzowym w oczku, oczko ropiało, powieka była non stop zaczerwieniona cały czas wisiała w nim łezka,lekarz kwalifikował oczko do zabiegu przekłuwania kanaliku, ale ja miałam nadzieję uniknąć tego. Masowaliśmy ten kanalik, przykładaliśmy zioła, herbatę i czekaliśmy aż mała urośnie a wraz z nią ten kanalik urośnie i odetka się. Jednak tak się nie stało. Po roku i 3 miesiącach wzięłam się porządnie za Hooponopono, i przez 2 tygodnie dzień w dzień oczyszczałam w procesie moją odpowiedzialnoś ć za ten stan, a także nasze powiązania rodzinne między babciami, dziadkami, rodzeństwem, wszystkimi, którzy mieli z córeczką kontakt i mogli spowodować kiedyś jakąś sytuację, która sprawiła, że oczko mojej córeczki płakało (tak to sobie wymyśliłam i to mi bardzo pomogło . W międzyczasie znalazłam dobrego lekarza, z którym planowałam skonsultować stan oczka córki. Dostałam numer telefonu i próbowałam się dodzwonić do niego przez kilka dni, ale nikt nie odbierał. Tymczasem robiłam codziennie Hooponopono. Ku mojemu największemu zdumieniu oczko zaczęło się goić i z dnia na dzień stan się polepszał. Po 2 tygodniach nie ma nawet śladu 15-sto miesięcznej męczarni z ropiejącym i łzawiącym i zaczerwienionym oczkiem. To naprawdę działa. Muszę się przyznać, że podchodziłam do procesu dosyć sceptycznie ale widzę, że trzeba zaufać Boskiemu porządkowi. I że czasami nie wystarczy 1 lub dwa podejścia, ale z wiarą trzeba kontynuować proces, a cuda się dzieją. A do lekarza też nie dodzwoniłam się zapewne przez przypadek, tylko miał mi pomóc Inny Lekarz, a Wszechświat sprzyjał temu aby tak się stało!
Dziękuję Ci Anno, że przekazałaś mi tę cudowną "czarodziejską różdżkę".
Pozdrawiam Cie serdecznie i ciepło w ten chłodny wrześniowy wieczór.
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.